Lubię rodzynki. Nie, żebym się nimi zajadała non stop. Po prostu czasem lubię je podjadać, takie prosto z torebki. W cieście też mi nie przeszkadzają. Moi domownicy jednak skrupulatnie wydłubują je, doprowadzając mnie tym czasami do białej gorączki… Postanowiłam połączyć moją sympatię do rodzynek z ich antypatią. W końcu dlaczego mam sobie czegoś odmawiać i ustępować? W ten sposób powstała babka z rodzynkami, które nie znalazły się w środku ciasta, lecz na zewnątrz, na polewie. Pomysł okazał się trafiony, bo jak komuś nie pasują te pyszne kuleczki, to może sobie je zdjąć bez problemu z powierzchni ciasta, nie wydłubując mało apetycznie z ciasta. Przepis znalazłam u Liski >>klik
Składniki:
230 g mąki ziemniaczanej
170 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
150 g miękkiego masła
150 g cukru pudru
2 jajka
140 ml mleka
Dodatkowo:
ulubiona polewa czekoladowa
garść rodzynek
Mąkę przesiać przez sitko wraz z proszkiem do pieczenia. Masło utrzeć z cukrem pudrem. Wciąż ucierając dodawać po jednym jajku, a następnie stopniowo mąkę z proszkiem do pieczenia, potem mleko i esencję waniliową. Dobrze utarte ciasto powinno wyjść gładkie w swojej strukturze.
Formę keksówkę wysmarować tłuszczem i obsypać mąką lub tylko wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć do niej ciasto. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 stopni na około 50-60 minut.
Upieczoną babkę wystudzić i polać dość gruba warstwą polewy. Na jeszcze niezastygniętą polewę wysypać rodzynki. Jeśli rodzynki są zbyt suche, wtedy można namoczyć je w gorącej, mocnej herbacie i dobrze osuszyć. Rodzynki Kresto nie wymagają namaczania, są miękkie i delikatne.
A jak to jest w Waszych domach z rodzynkami? Lubią i zjadają, czy może wydłubują z ciasta? ?