Sezon na szparagi w pełni, w moim domu również. W tym roku z radością obserwuję coraz większą popularność szparagów zielonych. Były one bardzo długo niedoceniane, a przecież są delikatniejsze niż białe i mają znacznie mniej goryczki w sobie. Jeśli mam wybór, to zawsze wybieram zielone, ale dziś na moim stole zagościły białe.
Składniki sosu holenderskiego:
2 żółtka
kostka masła
3 łyżki białego wytrawnego (lub półwytrawnego) wina
sól, biały pieprz
sok z cytryny
Masło roztopić w rondelku na niewielkim ogniu, zagotować i odszumować – czyli gęstą łyżką cedzakową zebrać pianę.
Do miski wlać żółtka i wino, a następnie ubić trzepaczką na puszystą masę w kąpieli wodnej. (Miskę ustawić na garnku wypełnionym niewielką ilością wody, która musi się delikatnie gotować. Para wodna będzie podgrzewać miskę i zaparzy nasze żółtka.) Stopione masło dodawać stopniowo w niewielkich ilościach do żółtek z winem i łączyć trzepaczką. Odradzam używanie miksera, gdyż dość często masa warzy się. Na koniec dodać sól, świeżo zmielony pieprz i sok z cytryny – do smaku.
Z opłukanych szparagów odciąć zdrewniałe końce. Można dolne części (dla pewności) bardzo cieniutko obrać. Szparagi ugotować do miękkości w wodzie z dodatkiem soli i cukru.
Podawać z gorącym sosem holenderskim – ja dorzuciłam jajko sadzone i małego młodego ziemniaczka.


