Wigilijny barszcz (nie postny) po mojemu
Wigilijny barszcz nie postny
Wigilijny barszcz nie postny to coś rzadko spotykanego w polskich domach. Czerwony barszcz jest jedną z obowiązkowych potraw świątecznych, a święta bez niego chyba nie istnieją, nie uważacie? Przygotowując swój wigilijny barszcz przyszła mi do głowy refleksja: w znacznej ilości domów nie gotuje się go, lecz przyrządza z gotowych półproduktów. Sypkie koncentraty czy wręcz gotowe barszczopodobne napoje z kartonów są dość popularne. Nie jestem zwolenniczką w ogóle jedzenia “z torebek”, jednak nic mi do tego, co pojawia się na stołach innych ludzi. Święta są takim czasem, gdzie nic nie powinno być przypadkowe, na szybko, byle jak.
Nasze zwyczaje powinny być celebrowane – i to nie tylko te powszechne, tradycyjne, ale również nasze rodzinne, bo przecież każda rodzina ma swoje własne. Kiedy jednak idziemy na skróty tłumacząc się tym, że brak czasu, że się nie opłaca, że to bez różnicy przecież, ważne żeby w ogóle było… To już nie są święta. To tak, jakbyśmy przygotowywali imprezę dla znajomych. Nie wyobrażam sobie świąt bez własnoręcznie ugotowanego barszczu, nawet jeśli muszę potem szorować kuchenkę i ręce po obieraniu buraków. Wolę moje własne potrawy od potraw kupionych na stoisku garmażeryjnym, bo lepiej mniej, ale swoje. Nie wyobrażam sobie świąt beż wielkiej, błyszczącej choinki…
Tradycje są różne
Pamiętam, że w moim rodzinnym domy jednym ze zwyczajów były tzw. słodkie talerze. Mama zdobywała w jakiś magiczny sposób (bo to były lata kryzysu) wymyślne słodycze. Układała je na paterach razem z cytrusami, orzechami i jabłkami. Takie patery ustawiała w kilku miejscach i każdy mógł w każdej chwili sięgnąć po to, na co miał ochotę. Choinkę zawsze ubieraliśmy w samą wigilię i zawsze była prawdziwa i wielka, pachnąca lasem. Teoretycznie miały ją ubierać dzieci, ale tata zawsze wiedział lepiej, gdzie mają wisieć bombki. To tylko mała garstka wspomnień, które towarzyszą mi co roku, podczas przygotować do świąt…

Mój barszcz wigilijny nie jest niestety postny. Tutaj “od zawsze” łamie się zasadę postnych dań wigilijnych. Tak już jednak jest i nie zamierzam tego zmieniać, bo to przecież “moja” wigilia.
Przepis na wigilijny barszcz nie postny
Najpierw gotuję wywar na kawałku kury, wołowiny i odrobinie wędzonki, np. skórka z wędzonego boczku. Wszystko wkładam do zimnej wody i gotuję na wolnym ogniu. Do wywaru dodaję kilka liści laurowych, łyżeczkę ziela angielskiego i łyżeczkę ziaren czarnego pieprzu. Kiedy mięso jest już prawie miękkie, wtedy wrzucam marchew, pietruszkę, seler, kawałek pora w ilości takiej, jak do rosołu.
Kiedy wszystko jest już miękkie, wtedy wyjmuję mięso i warzywa. Do wywaru wkładam pokrojone w grube plastry czerwone buraki i garść namoczonych wcześniej suszonych grzybów. Dlaczego wyjmuję przedtem inne warzywa i mięso? Dlatego, że z tych warzyw można zrobić całkiem pyszną sałatkę, a z mięsa na przykład farsz do pierogów lub naleśników. Buraków jest dość sporo, a garnek jest wypełniony nimi niemal w całości. To sprawia, że barszcz ma intensywny smak i kolor. Do buraków dorzucam jeszcze kilka ząbków czosnku.
Teraz barszcz gotuje się na delikatnym ogniu aż do miękkości buraków.
Po ugotowaniu przecedzam wszystko – buraki przydadzą się na kolejną sałatkę – na przykład warstwową sałatkę ze śledziem – sprawdź przepis.
Doprawiam solą, pieprzem, octem winnym i odrobiną majeranku. Doprawionego barszczu już nie gotuję lecz tylko podgrzewam. Jeśli go zagotujemy, wtedy straci swój piękny kolor.

Taki właśnie jest mój świąteczny barszcz ?
A Wy macie swoje tradycje, jakie przekazywane są z pokolenia na pokolenie?
Życzę Wam wszystkim, aby te święta były smaczne i pachnące tradycją, aby na stołach nie zabrakło potraw własnoręcznie przygotowanych. I nieważne, że może udekorowane mniej profesjonalnie, że ten nasz barszczyk troszkę nam się przegotował i stracił na kolorze. Ważne, że to nasze ręce z myślą o najbliższych przygotowywały te potrawy, dla nich i dla siebie.
