Kawę z miętą pierwszy raz piłam wiele lat temu. Było to u mamy mojej koleżanki, która w ogródku miała jakąś specjalną odmianę mięty. Rosła wysoka, miała srebrzyste niemal listki, bardzo mięsiste i duże. Wystarczyło wrzucić do kawy dwa, trzy takie listki, a smak i zapach był nieziemski. Przywiozłam wtedy do domu pęk takiej mięty, ususzyłam i towarzyszyła mi jeszcze przez jakiś czas. Od tej pory nigdzie nie spotkałam się z tą odmianą, ale ten zapach pamiętam do dziś.
Teraz, podczas upałów, nie chce się tradycyjnej gorącej kawy. Ja nawet do śniadania preferuję zimną. O szybkim sposobie na mrożoną kawę pisałam Wam już. Dzisiaj proponuję nieco poprawić jej smak własnie miętą.
Na jedną porcję:
skoncentrowana kawa zamrożona w kostkach,
zimna woda,
mleko,
1 łyżeczka posiekanych drobniutko świeżych listków mięty,
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Do szklanki wrzucamy kostki kawowe, na nie posiekaną miętę i ekstrakt waniliowy. Wlewamy wodę i mleko w proporcjach, jakie lubimy. Taka kawa smakuje bez dosładzania, ale jak już ktoś lubi słodsze smaki, to niech dosłodzi ulubionym słodzikiem.
Kawa jest bardzo orzeźwiająca nie tylko dzięki niskiej temperaturze, ale także dzięki mięcie, której listki pozostawią w ustach na dłuższą chwilę swój smak, a nasz oddech będzie wtedy naprawdę fajny. Nie zostawiajcie więc mięty na dnie szklanki, po prostu ją zjedzcie. Podana ilość mięty jest orientacyjna. Jedni lubią więcej, inni mniej. Dopasujcie ją według swoich upodobań.



